Czasem bardzo dobrze jest zacząć od początku. Albo przynajmniej od jakiegoś planu. Pierwsze śliwki robaczywki.


Rumunia to trochę ciągle jest
terra incognita, chociaż staje się bardzo popularna, szczególnie jeśli ktoś lubi chodzić po górach. Za każdym razem, kiedy ktoś słyszał, że jadę tu na Erasmusa, padało pytanie "ale dlaczego Rumunia?". Powodowane zdecydowanie bardziej zdziwieniem i niedowierzaniem niż ciekawością. Po wpisaniu "Rumunia to" google podpowiada: cyganie, kraj (szokujące!), syf, biedny kraj... Uff! To są niestety też zapewne pierwsze skojarzenia większości osób, które nigdy tu nie były, ot, stereotyp. A jak jest? Cyganie są, nie da się ukryć. Ale są też w Polsce, nie ma powodów do paniki. Poza tym? Kraj
zapierających dech w piersiach krajobrazów, uroczych miasteczek i przyjaznych ludzi. Także
absurdów, ale takich swoiskich, Polak szybko przejrzy mentalność, która każe planować wymianę nawierzchni na kampusie uniwersyteckim w momencie rozpoczęcia roku akademickiego.
Gościnność, która nie jest tylko sloganem (ja wiem, bo jak to, przecież "polska gościnność" to ta najbardziej gościnna!). Po godzinie w samochodzie, jadąc na stopa, dostałyśmy zaproszenie na weekend na działkę, a znajomi nie raz i nie dwa nocowali w czasie podróży u nowo poznanych ludzi. Nie wspomnę już o tym, że
po angielsku można się dogadać wszędzie, nawet ze starszą panią w warzywniaku, choć w mniejszych miejscowościach jest jednak to trochę trudniejsze. A egzotyka? Kobiety w tradycyjnych strojach na ulicach dużych miast, owce na drogach, przed którymi trzeba się zatrzymać i taksówki tańsze od autobusów. Oraz dużo więcej, ale ciągle odkrywam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz